sobota, 10 maja 2014

Tak się zastanawiałam, czy kogoś z Was interesowałyby tutoriale z fotkami, jak powstają różne figurki lub torty?

wtorek, 29 kwietnia 2014

W szkole trwają egzaminy gimnazjalne i w związku z tym zajęcia przedszkolaków odbywają się w zmienionych godzinach. Obawiając się, że raczej frekwencja kolegów Potworka będzie niska, zarządziłam, że do końca tygodnia będziemy siedzieć razem w chałupce, albo i przed. Okazało się, że słoneczko pięknie grzeje, więc większość czasu wysiadywaliśmy w ogródku. Kiedy nadchodziło znużenie zjeżdżalnią, rowerem i piaskownicą, znalezienie rozrywki należało do Matki. Potworek tak się garnie do literek, że postanowiliśmy sobie z nimi potrenować.


Pomogła nam przy tym seria Trefla, Mały Odkrywca i gra "Abecadło". Jest to fajna, a co najważniejsze mądra gra edukacyjna wydana pod patronatem Zabawkowicza oraz Klubu Mam Ekspertek. Pudełeczko zawiera 29 par kartoników, z których pierwszy obrazuje małe oraz wielkie litery (niezbędnik w edukacji wczesnoszkolnej ), napisane w linijkach, a drugi obrazek ilustrujący przedmiot  na daną literę. Za pomocą kartoników, można się bawić na dziesiątki różnych sposobów: od klasycznego memo, poprzez wyścig, na historyjkach i zagadkach skończywszy. My zaczęliśmy od dopasowywania literek do obrazków, ale szybko okazało się, że to zbyt proste, więc podążyliśmy dalej tzn. ułożyliśmy cały alfabet, powtarzając go po każdej ułożonej w kolejności literce. Na koniec układaliśmy proste wyrazy, oczywiście takie, żeby literki się nie powtarzały. I tak się wciągneliśmy, że o zupie zapomnieliśmy :) Co tam zupa jak zabawa taka przednia i w dodatku edukacyjna!!! Jak dla mnie na 10 +, chyba, że w skali szkolnej to wtedy 6 + :)


sobota, 26 kwietnia 2014

Kolejna pyszność przygotowana na święta. Marzył mi  się sernik i coś czekoladowego, a że nie planowałam więcej niż trzy ciasta ( kto by to wszystko zjadł?!) postanowiłam jedno z drugim połączyć. Miałam już bardzo mało czasu, bo był to Wielki Piątek, więc zaczęłam wertować książkę "Moje Wypieki i Desery" Doroty Świątkowskiej. W związku z tym, ze to był przepis Doroty wiedziałam, że nie da się go spartolić i owszem tak właśnie było. Sernik jest bardzo aromatyczny ( mimo, ze dodałam mniej likieru ), czekolada jest wszechobecna mimo, że jest tylko na połowie ciasta.

 

Składniki na masę serową:

500 g sera w wiaderku ( Lidl rządzi )

3 jajka

125 g cukru

200 ml śmietany 30 %

1 łyżka mąki ziemniaczanej

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

 

Składniki na truflę czekoladową:

400 ml śmietany 30 %

300 g posiekanej czekolady gorzkiej

4 łyżki cukru pudru

50 ml likieru Baileys

 

Jajka zmiksować, dodać do nich pozostałe składniki, wymieszać do ich połączenia. Masę przelewamy do tortownicy z wyłożonym papierem do pieczenia dnem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 160 st. C przez około 45 minut. Studzimy w lekko otwartym piekarniku ( co nie zmienia faktu, że sernik i tak lekko opada )

Śmietanę podgrzewamy na niewielkim ogniu, aż się zagotuje. Wyłączamy gaz, dodajemy posiekaną czekoladę i mieszamy, az sie rozpuści na gładka masę. Kiedy sie wystudzi dodajemy cukier puder ( przesiany) oraz likier. Miksujemy, żeby nie było grudek, aż krem podwoi objętość, a następnie przelewamy na schłodzony sernik. Równamy szpatułka i wstawiamy do lodówki - najlepiej na całą noc. Przed podaniem można obsypać kakao.Smacznego !!!

 

piątek, 25 kwietnia 2014

Przedwczoraj dostałam smsa z biblioteki, że czeka na mnie zamówiona książka. Polejnej pozycji - nie uśmiechają mi się kolejne wydatki ( trzeba zbierać na pieluchy ;)) Postanowiłam zajrzeć do działu dziecięcego, w sumie nigdy nie zagłębiałam się za specjalnie w jego otchłanie - jakiż to był błąd. Ileż ja tam cudnych książek i książeczek znalazłam!!!! Na razie mogłam wypożyczyć tylko dwie, ale następnym razem moje grzebanie będzie na pewno bardziej owocne.


"Robale" Nicola Davies'a, okazały się hitem nie tylko jednego dnia, Potworek cały czas do nich wraca, ogląda obrazki - mało tego próbuje czytać dialogi umieszczone w chmurkach na ilustracjach... byłam tym zszokowana, pozytywnie oczywiście. A w trakcie czytanie, seria niekończących się pytań i tysiące wetkniętych w tekst paluchów, żeby pokazać niesamowitego pasożyta.Hitem okazał się tydzień z życia kleszcza, zapewne po naszych ostatnich kleszczowych przejściach - czyli robal w głowie :/

Książka traktuje właśnie o nich czyli o pasożytach, których nosicielami jesteśmy my ludzie i zwierzęta. Mimo, iż jest to książka skierowana dla dzieci, część słownictwa wydaje mi się zbyt trudna nawet dla przedszkolaka, ale to co najważniejsze, czyli w jaki sposób robale na nas lub do nas się dostają dotarło :) Fajne i zabawne ilustracje przyciągają wzrok dziecka i zachęcają do wspólnego czytania. Książka została pochłonięta niczym endopasożyt - szybko i niezauważalnie.


czwartek, 24 kwietnia 2014

A wszystko dzięki dobroci serca, jednak są dobrzy ludzie na tym świecie ( niekiedy zaczynam w to wątpić - to przykre ...). Margarytka napisała do mnie, że zostało jej białego maku i pomyślała o mnie ( wiecznie narzekam, że go nigdzie nie ma w okolicy...) Z chęcią skorzystałam z propozycji i przyjemnie mi się zrobiło, że ktoś o mnie pamięta, że komuś się chce iść na pocztę, wystać swoje, żeby komuś zrobić przyjemność... Postanowiłam zostawić sobie ten mak na świąteczne pyszności, tak, żeby został użyty na specjalną okazję Przy okazji dojrzałam  na stronie Margarytki przepis na taką cudną struclę i właśnie do niej, a właściwie do nich wykorzystałam ten miły prezent. Makowiec zrobił furorę w te święta!!! Szczerze polecam!!!


Składniki na rozczyn:

  • 30 g świeżych drożdży
  • 2 łyżki ciepłego mleka
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego
  • 1 łyżka mąki pszennej


Składniki na ciasto:

  • 4 żółtka
  • 150 g cukru
  • 3/4 szklanki ciepłego mleka
  • 500 g mąki pszennej
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • 100 g roztopionego masła
  • szczypta soli


Składniki na masę makową:

  • 250 g białego maku
  • 180 g marcepanowej ( ta z Lidla jest świetna )
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 200 g orzechów włoskich
  • 100 g migdałów bez skórki
  • 50 g orzechów laskowych ( moje były w miodzie )
  • 3 łyżki gęstej śmietany


Składniki na lukier:

  • cukier puder
  • gorąca woda
  • opcjonalnie sok z cytryny


 

Zaczynamy od przygotowania masy makowej. Mak oraz orzechy parzymy gorącą wodą w oddzielnych miseczkach, zostawiamy na około 30 minut, cedzimy. Następnie mielimy w maszynce, co najmniej dwukrotnie. W drugiej misce ( dosyć sporej ) blendujemy masę marcepanową ze śmietaną i cukrem pudrem, do roztartych składników dodajemy po troszeczku bakalie z makiem i miksujemy, aż składniki się wymieszają. Przyznam szczerze, że masa była tak pyszna, tak się nią zaaferowałam, że zapomniałam dodać do niej dwa białka...

Kolejnym etapem jest przygotowanie rozczynu. Mieszamy cukier z jogurtem, dodajemy ciepłe mleko, pokruszone drożdże oraz  mąkę. Mieszamy do połączenia się składników i odstawiamy w ciepłe miejsce, aż wyrośnie ( ja postawiłam na drzwiczkach od piekarnika, który był wcześniej w użyciu i jeszcze był ciepły).

Przechodzimy do przygotowania ciasta. Żółtka miksujemy z cukrem, dodajemy masło, mąkę, rozczyn, mleko, sól oraz esencję waniliową. Ugniatamy na gładkie ciasto, tym razem musiałam pomóc mikserowi, wkładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia ( u mnie nie podwoiło objętości, ale podrosło). Po wyrośnięciu dzielimy ciasto na dwie części i rozwałkowujemy na dwa prostokąty, nakładamy masę makową, następnie zwijamy boki, a następnie całą resztę w roladę. Przed przełożeniem do piekarnika strucle owinęłam papierem do pieczenia ( zostawiając około 1,5 - 2 cm luzu między papierem, a ciastem ) aby się zanadto nie spłaszczyła. Przekładamy na blachę do ciepłego piekarnika. Pozostawiamy do napuszenia około 20 min. Pieczemy w 30-40 minut w temperaturze 170 st. C. Po wystygnięciu dekorujemy lukrem ( mieszamy cukier puder z niewielką ilością gorącej wody ) Smacznego!!!





środa, 23 kwietnia 2014

Ostatnimi czasy spędzamy z Potworkiem razem sporo wolnego czasu. Mimo, iż chodzi do grupy przedszkolnej przy szkole podstawowej, przynajmniej jeden dzień w tygodniu ma wolny ( od poniedziałku do piątku ) przynajmniej, bo przez ostatnie dwa tygodnie minimum 3 dni spędzał w domu, z przyczyn od nas niezależnych. A że należy on do dzieci, które uwielbiają swoją szkołę, kiedy mówię mu, że dzisiaj ma wolne, nie widzę uśmiechu na jego twarzy. Biorę więc sprawy w swoje ręce i wymyślam zadania na kolejne dni. Tym razem postanowiliśmy wybudować wieżyczkę, jak dla mnie kościelną, ale czy to ma jakieś znaczenie? Ważne, że można coś stworzyć - razem.


Zakasaliśmy rękawy i do roboty. Zestaw składa się z 25 elementów. Klocuchy są świetnie wykonane, pięknie wyszlifowane i zabezpieczone. Żeby ułatwić sobie pracę rozłożyliśmy je na podłodze tak, żebyśmy wszystkie mogli widzieć, korzystając z instrukcji ( aby ułatwić sobie pierwsze budownicze doświadczenia ) zaczęliśmy swoja budowę. W między czasie okazało się, że gdzieś nam przepadł jeden klocuch ( pewnie Potworek znalazł mu nowe zastosowanie ), ale daliśmy sobie bez niego radę. W kilkanaście minut powstała piękna budowla z zieloną dachówką.

Tylko, żeby Was nie zdziwiło, że to takie hop siup... Trzeba mieć sprawną rękę i przy budowaniu fajnie się trenuje właśnie umiejętności motoryczne, bo a to paluszkiem przesuniesz klocka, którego wcześniej postawiłeś, albo spadnie dachówka, albo cała wieża runie. Świetna zabawa!!! Koniec końców daliśmy radę, a na dodatek dołączyliśmy budowle z innych klocków :)

Seria Varis Toys, to seria bardzo kreatywnych i pobudzających wyobraźnię zabawek dla dzieci w różnym wieku, z różnych zestawów można zbudować nawet całe miasto. Klocki są wytworzone z materiałów ekologicznych, wykorzystywane do ich produkcji drewno pozyskiwane jest zgodnie ze standardami ekonomicznego zarządzania lasami, a to dla nas również ważne.

Zabawa przednia, bo wspólna!!!


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Nasze kolejne spotkanie przypadło na 12  kwietnia. Tym razem Magda Kordaszewska zaplanowała je na dzień Targów Kid's Biz Fair - chwała jej za to!!! To był cudowny pomysł - tyle wspaniałości pod jednym dachem. Poczułam się rozpieszczona do granic możliwości, nie wiedziałam na co patrzeć, czego dotykać o czym poczytać...ale zacznijmy od początku.

Na początek opowieściami o swoich produktach uraczyła nas przesympatyczna przedstawicielka Toyki. Zaprezentowała nam gry, znane i lubiane przez wszystkich, ale w wydaniu drewnianym i co najważniejsze kieszonkowym ( łatwo je zabrać w każdą podróż ) i tak zamiast wielkiego zestawu warcab ze sztywną planszą, można do pociągu zabrać mini woreczek ( z bawełny organicznej ) z namalowana planszą. Produkt można samemu spersonalizować, poprzez dołączone do zestawu naklejki - cuda wianki. Znajdziemy tutaj również szachy, piłkarzyki i uwielbiana przeze mnie gra w bule, ale w słodkiej mini wersji.


                 fot. ze strony dystrybutora


                 fot. ze strony dystrybutora

Następnie miałam okazję obejrzeć ciekawą ofertę firmy Ameet. Wydawnictwo posiada w swojej ofercie serie wydawnicze na licencji, między innymi Lego, Star Wars, Disney, Barbie i wiele innych znanych naszym pociechom, z ich ulubionych kreskówek. W Wydawnictwie można znaleźć pozycje dla kilkumiesięcznych maluchów ( seria ciekawski bobas ) dla przedszkolaków i dzieci w wieku szkolnym, każdy coś znajdzie coś dla siebie ( komiksy, kolorowanki, edukacyjne interaktywne ) do wyboru do koloru. Bardzo spodobały mi się zestawy edukacyjne w teczkach z myszką Miki, ciekawa jestem jak by je przyjął Potworek.

Nadeszła pora na Marko. Największą furorę zrobił fotelik samochodowy BeSafe Izi Plus dla dzieci do 25 kg, montowany tyłem do kierunku jazdy, zapewniający większe bezpieczeństwo podczas podróży autem. Drugim hitem było krzesełko Mima Moon, które może służyć również jako leżaczek dla malucha. Piękny design cieszy oko :) Oprócz tego w końcu zobaczyłam na żywo pałąk Flexi Play oraz turystyczny leżaczek ( składający się do niewielkich rozmiarów ). Żałuję tylko, że nie miałam okazji obejrzeć leżaczka z Tiny Love, ponieważ rozważam jego zakup w najbliższym czasie, może nabrałabym pewności co do jego zakupu.

I tutaj nastąpiła najciekawsza dla mnie część, a mianowicie pokaz Pani Kamilli z Eco & More Przedstawiła nam ona produkty firmy Nuvita. Moje serce zabiło mocniej gdy zobaczyłam robota kuchennego ( parowar plus podgrzewacz ) Pappasana. Już niedługo na świecie pojawi się kolejny Potworek, dlatego zgłębiam swoją wiedze na temat nowinek kulinarnych, ale również z działu "dla bobasa" :D Oprócz magicznego miksera, który sam ugotuje, a następnie sam zblenduje zupkę dla niemowlaka, naoglądałam się ciekawych gadżetów dla dzidziusiów, m.in. pojemniczków, gryzaków do podawania pokarmu, termosów (bezzapachowych), podgrzewaczy samochodowych do butelek, zestawów do pielęgnacji....i tak dalej i tak dalej. Miałam również okazję pomacać ubranka organiczne dla noworodków nanaf organic, mięciutkie w dotyku jak pupcia niemowlaka :) Zainteresowały mnie również produkty marki Close Parent: śliniaki, ochraniacze do fotelików samochodowych oraz pieluchy wielorazowego użytku, które zamierzam kupić i przetestować na drugim dziecku. Zagłębiałam się w ich zalety całą niedzielę i myślę, że to naprawdę mądre i ekologiczne rozwiązanie :)

               fot. ze strony producenta



                   fot.ze strony producenta

Po chwili przerwy na salę wjechał Pilch, ze swoimi drewnianymi wspaniałościami. Kreatywny stoliczek z kolorowymi kartkami, Góralek ( rowerek biegowy) oraz Dmuchajka, to sztandarowe produkty tej firmy. Oprócz tego w ofercie znajdziemy również edukacyjne zabawki ćwiczące koncentrację oraz logiczne myślenie.


Ostatnia prezentacja dotyczyła bajecznie kolorowych drewnianych zabawek Plan Toys, raj dla najmłodszych!!! Znaleźć tu można zabawki do kąpieli ( tak, tak drewniane!!! macałam są ekstra i nie chłoną wody ) na sznureczku do ciągnięcia, sortery, przebijanki, na biegunach, klocki, a nawet zabawki kulinarne :) Mnie najbardziej urzekł aparat fotograficzny, który jest zarazem kalejdoskopem, krokodyl do ciągnięcia, zabawki do wody i oczywiście akcesoria kuchenne!!! Zabawki są pięknie wykonane, warto je wypróbować.

Spotkanie było bardzo owocne, z natłoku wrażeń nie mogłam długo zasnąć ( dziwić się dzieciom, że maja problemy z zaśnięciem ...) myślę, że skorzystam z kilku zaproponowanych nam produktów, już w niedługim czasie i na pewno podzielę się z Wami wrażeniami.

             fot. drewniaczek.eu


poniedziałek, 31 marca 2014

Jest niedziela koło południa, siedzimy na kanapie, oglądamy film Disneya...a w mojej głowie chodzi myśl: idź coś upiecz, niech ta niedziela będzie słodka, nie siedź bezproduktywnie. Wzięłam więc do rąk pierwszą lepszą księgę kucharską i tym razem padło na babkę cytrynową z "Kuchni Polskiej" E. Aszkiewicz. Dlaczego babka, bo Wielkanoc już tuż, tuż, bo naoglądałam się różnych bab na innych blogach, bo babka to szybkie i smaczne ciasto. Polecam!!!


Składniki na formę babkową o średnicy 20 cm:

  • 2 szklanki mąki tortowej
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 4 jajka
  • 125 g masła
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 cytryna
  • 1 budyń cytrynowy lub waniliowy

 

Masło ucieramy z cukrem pudrem na jasną masę, dodajemy żółtka, sok z cytryny oraz skórkę otartą z cytryny. Do utartej masy dodajemy mąkę, budyń oraz proszek do pieczenia i mieszamy tak, aby nie było grudek. Białka miksujemy na sztywną pianę , dodajemy do ciasta i delikatnie mieszamy - najlepiej ręcznie, aż piana wymiesza się z masą. Przekładamy do formy wysmarowanej masłem ( u mnie była to foremka silikonowa, jeśli przekładacie do zwykłej, dobrze jest ją obsypać bułką tartą ). Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st. C przez około 45 minut.

W tym przypadku do polania babki użyłam lukru królewskiego, który dostałam od koleżanki z Wielkiej Brytanii. Był to lukier truskawkowy - bardzo fajny i plastyczny. Smacznego !!!


piątek, 28 marca 2014

Pora na kolejny przepis z literatury. Tym razem padło na bardzo ciekawą powieść Jodie Picoult " Krucha jak lód". Opowiada ona o perypetiach rodziny, której życie kręci się wokół najmłodszej córki Willow, chorej na rzadką chorobę - wrodzoną łamliwość kości. Po kilku latach walki z chorobą, u matki rodzi się pytanie czy gdyby wiedziała we wczesnej ciąży o chorobie dziecka, zdecydowałaby się na aborcję...Poruszająca opowieść, w której mamę głównej bohaterki pieczenie podtrzymuje na duchu oraz rozładowuje emocje.


Składniki na kruszonkę:

1/3 szklanki masła

1/2 szklanki cukru trzcinowego

1/2 szklanki mąki

1 łyżeczka przyprawy korzennej

 

Składniki na ciasto:

1 1/2 szklanki mąki tortowej

1 szklanka cukru trzcinowego

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

3/4 szklanki masła

3 duże jajka

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

2 szklanki borówek

1 szklanka malin

 Zaczynamy od kruszonki. Wszystkie składniki łączymy ze sobą, aż powstanie coś na kształt gruboziarnistego piasku. Przekładamy do miseczki i wkładamy do lodówki.

Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i szczyptą soli, do misy miksera wkładamy masło i cukier, miksujemy, aż powstanie jasna masa. Dodajemy mąkę, a następnie po jednym jajku. Na koniec dodajemy ekstrakt z wanilii, mieszamy ciasto z owocami, lub wykładamy je na wierzch. Posypujemy kruszonką i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 st. c przez około 1 godzinę. Smacznego!!!



czwartek, 27 marca 2014

Mój tatuś zażyczył sobie bułeczki, konkretnie bułeczki żytnie ( tak posmakował mu chleb żytni na zakwasie, którego do dnia dzisiejszego nie wrzuciłam na bloga mimo, iż piekę go co tydzień ). W związku z tym ,że jego życzenie jest dla mnie rozkazem, zakasałam rękawy i wzięłam się za wyrabianie ciasta. No dobra żartowałam mój Kiciuś zrobił to za mnie - rozpieszcza mnie. Bułeczki pyszne, polecam na śniadanka :) Przepis znalazłam na najsmaczniejsze.pl


Składniki na 9 bułeczek:

  • 200 g mąki pszennej
  • 400 g mąki żytniej
  • 60 g drożdży
  • 300 ml ciepłej wody
  • 2 łyżki oleju
  • 1 łyżka cukru
  • 1 1/2 łyżki soli
  • 1/2 szklanki siemienia lnianego
  • 1 szklanka słonecznika

 

Do miksera wsypujemy obydwie mąki, dodajemy rozkruszone drożdże, olej, sól, cukier, słonecznik oraz siemię lniane. Następnie dolewamy ciepłą wodę i dokładnie mieszamy lub ugniatamy, aż powstanie elastyczna kula. Ciasto odkładamy w ciepłe miejsce i czekamy, aż podwoi swoją objętość.

Następnie formujemy z ciasta 9 równych bułeczek, które układamy na blasze ( wyłożonej papierem do pieczenia ) w piekarniku. Pozostawiamy do wyrośnięcia, na ok. 15 minut. Ostrym nożem nacinamy bułeczki, następnie pieczemy w 200 st. C przez około 20-25 min. Po wyjęciu z piekarnika smarujemy bułeczki pędzelkiem zanurzonym w zimnej wodzie ( skórka nie będzie twarda ) i studzimy zawinięte w czystą ściereczkę. Smacznego!!!


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
KONTAKT talablaska@gazeta.pl Durszlak.pl
Top Blogi
KONTAKT