piątek, 21 marca 2014

 Sernik z wiśniami, słodko - kwaśny, tak właśnie smakuje życie bohaterów książki Sharon Owens "Herbaciarnia pod Morwami". Skomplikowane relacje w małżeństwie, rutyna, zdrada, niedowartościowanie, brak wiary we własne możliwości to codzienność bywalców herbaciarni. Na poprawę humoru, być może na zachętę do życiowych zmian fundują sobie sernik z wiśniami i inne rarytasy z wyprodukowane przez Daniela i Penny z Belfastu. Książka z tych lekkich miłych i przyjemnych, ale i zabawnych.

P.S. Czy moje życie zmienił??? Przynajmniej mnie uszczęśliwił :) Potworek wciągnął całą wiśniową galaretkę- oblizując się. Kolejny owocowy przemyt udany!!!

Składniki na spód:

  • 200 g herbatników petit beurre
  • 70 g masła
  • 1 łyżeczka cynamonu

 

Składniki na sernik:

  • 75 ml mleka
  • 1 laska wanilii
  • 600 g jogurtu naturalnego
  • 200 g śmietanki 30%
  • 100 g żelującego cukru
  • 1 torebka żelatyny ( u mnie 20 g )
  • sok z 1 cytryny
  • 2-3 łyżki cukru pudru do smaku

 

Galaretka wiśniowa:

  • 3/4 szklanki wody
  • 250 g wiśni
  • 15 g żelatyny
  • 2 łyżki cukru opcjonalnie
  • odrobina wody do namoczenia żelatyny

 

 Ciasteczka miksujemy, wsypujemy do miseczki, dosypujemy cynamon. Rozpuszczamy masło, dodajmy je do ciasteczek i dokładnie mieszamy. Tortownicę smarujemy masłem, na jej dno wysypujemy ciasteczka, dokładnie je dociskamy do dna. Wstawiamy do lodówki na min. 10 minut.

Mleko gotujemy razem z nasionami wyskrobanymi z laski wanilii, do niego dodajemy żelujący cukier oraz namoczoną wcześniej w niewielkiej ilości wody żelatynę. Mieszamy, aż żelatyna i cukier się rozpuszczą - zostawiamy do przestygnięcia ( należy uważać, żeby masa nie zastygła ) Ubijamy śmietankę 30 % na sztywno dodajemy do niej jogurt i masę żelatynową oraz sok z cytryny. Ubijamy, następnie sprawdzamy, czy masa jest odpowiednio słodka i ewentualnie dodajemy cukier puder. Masę przelewamy na przygotowany wcześniej spód z ciasteczek. Wstawiamy do lodówki, aż masa stężeje.

Wydrylowane wiśnie miksujemy (  mogą być i świeże i mrożone ). Żelatynę namaczamy w niewielkiej ilości wody, w rondelku gotujemy 3/4 szklanki wody. Do (nie gotującej się ) wody dodajemy żelatynę, cukier, mieszamy, aż obydwa składniki się rozpuszczą, następnie dodajemy wiśnie. Mieszamy dokładnie. Delikatnie studzimy i przelewamy na stężałą masę sernikową. Smacznego!!!




 

czwartek, 13 marca 2014

Tak się złożyło, ze kilka dni temu oglądaliśmy odcinek "Reksia", w którym wystąpił długowłosy zbir, bezczelnie porywający naszego psiego bohatera.Nie był tak straszny jak bohaterowie "Ben Ten'a", "Star Wars", czy chociażby "Gormity", a jednak oddźwięk bajki na Potworka był niesamowity. Nie pomogły nawet przekonania, że ów Pan zbir był nawet podobny do mamusi, tego wieczora podczas usypiania nastąpiła konsternacja, płacz i ogólny przestrach ... "bo boję się pana..." Nie pomogło uspokajanie, Potworek przykleił się do mnie i nakazał podążanie za sobą do jego pokoiku. Taak też uczyniłam, aż mi się go szkoda zrobiło. Przed położeniem się do łóżka, zajrzeliśmy razem do szafy, pod łóżko i oboje stwierdziliśmy, że żaden zbir tam się nie zmieści, co najwyżej jedna z naszych kotek. Na czas przypomniało mi się, że przecież jesteśmy w posiadaniu twora w postaci strażnika pokoju ( licząc naszą Łajkę 2 tworów ). Pogrzebaliśmy przy nim, ustawiliśmy odstraszacz złych panów, Łajki nie musieliśmy włączać, bo jest bardzo czujna;) Nastąpił wykład, że brama jest zamknięta, drzwi wejściowe też, że drabiny pan nie podstawi do okna i...Potworek zasnął w 3 minuty, uprzejmie donoszę, że trzecią noc z rzędu przespał bez budzenia się, co dla niego jest niezłym wyczynem :) Zbira już się nie boi, a ja od niedawna mam  uraz do Reksia ;) Jeżeli chcecie zobaczyć ów pana podobnego do mnie, wstawiam ten odcinek - ostrzegam tylko dla osób o stalowych nerwach ;)polecam od 7 min 45 s.

 

Naszym strażnikiem pokoju został Leonardo żółw ninja, który tak jak myślałam zrobi furorę. Zabawka spełnia 3 różne funkcje:

jest strażnikiem pokoju - za każdym razem kiedy ktoś się do niego zbliża, wydaje sygnały ostrzegawcze

modulatorem dźwięk - można nagrać swój głos, po czym modulator zmienia go 

oraz latarką - która oświeci dziecku np drogę w nocy do toalety, fajnie mocno świeci.

Zabawka fajnie wykonana, dobrej jakości - już kilka razy lądowała na ziemi i nic się jej nie stało. Może mało kreatywna, ale mogę powiedzieć, że spełnia swoja funkcję znakomicie.





środa, 12 marca 2014

Tym razem nie książkowo, chociaż, muszę się przyznać, że już kompletuję wyprawkę na następny przepis z powieści :) Dzisiaj muffiny, takie słoneczne, a zarazem jeszcze zimowe, bo cytrynowe. Połączenie kwaskowatości i słodyczy - to lubię. Muffinki lądują również u Domi w kuchni na akcji "Muffinkowe Zimowisko 2".


Składniki na 18 szt.

  • 1 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1 szklanka mąki razowej
  • 1 szklanka cukru
  • 1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 szklanka popingu z amarantusa
  • 1/3 szklanki rozpuszczonego masła
  • 1 jajko
  • 1 1/2 szklanki herbaty z cytryną

 

Składniki na krem:

  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 1/2 szklanki cukru
  • 40 g masła
  • sok z 1 cytryny
  • 250 g serka mascarpone

Suche składniki mieszamy ze sobą w jednej miseczce, mokre w drugiej. Następnie łączymy zawartość obu misek. Mieszamy, aż do połączenia składników. Przekładamy do papilotek umieszczonych w blaszce na muffiny, pieczemy przez 25 min. w temperaturze 180 st. do suchego patyczka.

Przygotowujemy lemon curd. Jajko, żółtko oraz cukier mieszamy w metalowej miseczce, następnie podgrzewamy w kąpieli wodnej, aż cukier się rozpuści. Dodajemy masło i sok z cytryny, cały czas mieszamy. pozostawiamy na ogniu cały czas mieszając, aż mieszanina zgęstnieje. Po wystudzeniu dodajemy serek mascarpone i dokładnie mieszamy. Przekładamy do szprycy i dekorujemy babeczki. Smacznego!!!


 

23 lutego w sklepokawiarni "Figa z makiem", odbyło się kolejne spotkanie Klubu Mam Ekspertek. Nowe otoczenie, nowi goście, ekspertki póki co te same ;)Niestety nie zadbałam o to, żeby naładować swój aparat, stąd zdjęcia gorszej jakości z telefonu :/

Jako pierwszy o  firmie Granna i jej produktach opowiadał Krzysztof Szafrański. Dowiedziałyśmy się jak powstają gry, jak wygląda ich wymyślanie. Mogłyśmy obejrzeć kilka produktów oraz podyskutować na tematy dotyczące nowości na rynku gier.


Następne były panie z firmy Nuskin, które zaprezentowały jak wygląda dbanie o urodę w XXI wieku. Nie trzeba biegać po salonach kosmetycznych, wystarczy nabyć odpowiedni sprzęt  i pielęgnować swoją skórę w domu. Oglądałyśmy taki pokaz na żywym organizmie Malwiny z Rękami Mamy, która poświęciła połowę swojej twarzy, abyśmy mogły zobaczyć jaka jest różnica między skóra po zabiegu, a tą nie połechtaną przez te cudowne preparaty.


Po pokazie na salę wjechały i to w dosłownym słowa znaczeniu, panie z produktami Wooden Story. Na wystawce pojawiły się piękne drewniane skrzynie pełne cudnych klocuchów dla małych, większych i największych również. Klocki, ale też gryzaki, piramidki czy małe drewniane autka zostały przez nas wymacane, obwąchane i wygłaskane. Wooden Story to nasza rodzima polska firma wprost z Beskidów. Wszystkie produkty są ręcznie robione, nasączone naturalnymi woskami i olejami, koloryzowane naturalnymi barwnikami - coś pięknego.



Kolejnym gościem był pan Krzysztof, który opowiedział nam o krzesełka do karmienia Cushi Tush. Fotelik jest leciutki ( waży niecały kilogram ) i niewielkich rozmiarów, wyprodukowany z ARPRO - ekologicznego materiały, przyjaznemu dla środowiska, podlegającemu całkowitemu recyclingowi. Bardzo ciekawy produkt.

fot. from cushietush.pl

Czekam z niecierpliwością na kolejne spotkanie :)


niedziela, 09 marca 2014
czwartek, 27 lutego 2014

Wczoraj przypomniałam sobie o bardzo fajnej książce, w którą zaopatrzyłam się podczas wakacji w Kołobrzegu. Lato było piękne i słoneczne, a ja na plaży bardziej od pływania lubuję się w czytaniu :) no ewentualnie w obserwowaniu plażowiczów ;) czasem też pobuduję z Potworkiem zamki. Nie chciałam wozić ze sobą sterty książek, więc gdy tylko skończyłam poprzednią powieść, udałam się do Matrasa i zakupiłam książkę o tajemniczym tytule "Mofongo" Cecilii Samartin. Książka opowiada o dziesięcioletnim Sebastianie, który ma wrodzoną wadę serca. Za sprawą swojej babci Loli, która niedawno przeszła wylew, poznaje tajniki kuchni portorykańskiej, poznaje nowych przyjaciół i pomaga jej scalić całą rodzinę. Piękna wzruszająca historia ze szczyptą magii :)


Składniki na krem:

  • 1 puszka mleka skondensowanego słodzonego
  • 1 puszka mleka kokosowego
  • 5 jajek
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

 

Karmel:

  • 1 szklanka cukru

 

Na małym ogniu rozpuszczamy szklankę cukru, mieszamy tak, aby cukier się nie przypalił. Naszym zadaniem jest dopilnować, aby pięknie się rozpuścił i lekko zarumienił. Tak przygotowany karmel przelewamy do formy, rozprowadzając po jej dnie. Czekamy, aż karmel przestygnie i zabieramy się do przygotowania kremu.

Wszystkie składniki  na krem dokładnie miksujemy, przelewamy do formy z uprzednio przygotowanym karmelem. Pieczemy w kąpieli wodnej przez ok. 50 min, w temp. 189 st. C aż lekko się zarumieni. Następnie wstawiamy krem do lodówki i chłodzimy około 3 godziny.


19:33, talablaska , desery
Link Komentarze (5) »
piątek, 21 lutego 2014

Od Nowego Roku spędzam więcej czasu w domu, a co się z tym wiąże - w końcu mogę w poświęcić więcej czasu na lekturę książek. Zaczęłam biegać do biblioteki, troszkę zamawiać przez internet i nadrabiać czytelnicze zaległości. W bibliotece przez przypadek mój wzrok padł na pozycje Fannie Flagg ( pewnie większość z Was zna jej "Smażone zielone pomidory" ) której kilka książek czytałam w młodości ( tak teraz jestem w kwiecie wieku ;)). W jednej z nich, a mianowicie w "Nie mogę się doczekać...kiedy wreszcie pójdę do nieba" znalazłam przepis na puszysty placek Sąsiadki Dorothy, który ma niesamowite, uzdrawiające właściwości . Co prawda mnie nie uzdrowił, ale książka podniosła mnie na duchu i w sumie po dosyć długiej przerwie postanowiłam coś "wrzucić" na bloga, a więc może jednak coś w nim jest...??!! Polecam i przepis i książkę, placek jest szybki i smaczny, a z takim kremem jeszcze się nie spotkałam :), natomiast książka jest pełna pozytywnej energii.


Składniki na ciasto ( placek ) :

  • 1 3/4 szklanki przesianej mąki tortowej
  • 1 szklanka cukru trzcinowego
  • 1/2 szklanki roztopionego masła
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

 

Składniki na krem:

  • 2 łyżki mąki tortowej
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego ( zmieliłam na puder )
  • 1/3 szklanka cukru pudru
  • 1/2 szklanki miękkiego masła
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • kilka kostek gorzkiej czekolady
  • szczypta soli

 

Wszystkie składniki na ciasto miksujemy około 3 minuty i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 st. C. Pieczemy około 30 min. do suchego patyczka. Gdy ciasto się wystudzi, przygotowujemy krem. Mleko i mąkę dokładnie mieszamy ( najlepiej rózgą ) na niewielkim ogniu, aż powstanie gęsta masa. Należy uważać, żeby nam się ów masa nie przypaliła, odstawiamy do wystudzenia i schłodzenia do lodówki. Następnie ubijamy na puszystą masę obydwa cukry z masłem i z ekstraktem waniliowym. Dodajemy schłodzoną masę, mieszamy przez  przez około 2 min.aż składniki się porządnie połączą. Przekładamy na ciasto, wyrównujemy szpatułka i posypujemy startą gorzką czekoladą. Smacznego!!!


środa, 19 lutego 2014

    Dzisiejsza pogoda nas nie rozpieszczała, po serii pięknych ciepłych dni, spędzonych: przeze mnie na ogarnianiu ogródka, przez Potworka w szkole i na spacerach, dzisiaj nastały ciemności. Z samego rana nie chciało mi się wierzyć, że to już godzina siódma, tak było za oknem szaro i buro. Po szybkich zakupach zastanawialiśmy się co począć z czasem, przypomniała mi się kolorowankach, którą dostaliśmy na spotkaniu KME "Przygoda z Polską" od ZuzuToys. Postanowiliśmy udać się na spotkanie z legendami polskimi, widzieliśmy rycerzy, byliśmy nad jeziorem, a nawet w stolicy.

    Książeczka jest bardzo kreatywna, opisy miejsc i polecenia do zadań sformułowane są zarówno w języku polskim jak i angielskim. Po pokolorowaniu elementów architektonicznych, można je wyciąć i stworzyć swoją własna "makietę", panoramiczne kolorowanki, przykuwają uwagę dziecka,a na końcu książeczki znajdują się naklejki do poszczególnych zadań jak również do nagrodzenia małego podróżnika, po pozytywnym wykonaniu pracy.

    Muszę przyznać, ze kolorowanka zainteresowała Potworka, chociaż jeszcze nie wszystkie zadania były przystosowane do jego wieku. Widzę jednak, że jego możliwości plastyczne zmieniają się bardzo szybko i zaczyna z wielką chęcią podchodzić do kolorowania i rozwiązywania zagadek. Duma mnie rozpiera jak oglądam pokolorowany Zamek w Malborku, ehhhh....Potworek ma już 5 lat, kiedy to się stało!!!??? Dokładnie dzisiaj są jego urodziny, dziękuję, że jesteś!!!

niedziela, 16 lutego 2014
niedziela, 02 lutego 2014
KONTAKT talablaska@gazeta.pl Durszlak.pl
Top Blogi
KONTAKT