dziecięca czytelnia

wtorek, 17 czerwca 2014

 Ostatnimi czasy pochłanialiśmy z Potworkiem książkę, która od jakiegoś czasu leżała w jego biblioteczce. Powiem szczerze zapomniałam o niej, ale przy przenoszeniu książek już przeczytanych do szafy, natknęłam się na nią i od razu wzięliśmy się za odrobienie lekcji. Opowieść Odyna Rudobrodego (?! czyżby pseudonim artystyczny) wydana przez Wydawnictwo Zielona Sowa, rozbawiła nas kilkukrotnie. Wyprawa wikinga Vulgara na drugą stronę stawu, w celu złupienia owsianych ciasteczek z piekarni, przyprawia o salwy śmiechu i dreszczyk emocji. Wielkim plusem są dla mnie wplecione w tekst ilustracje, które pomogły się skupić na czytanym tekście mojemu Potworkowi. Polecam i książkę ( świetna dla przedszkolaków) i moje ciasteczka owsiane, które na szczęście nie są takie twarde jak w opowiadaniu :) za to fascynująco chrupiące!!!


Składniki na około 16 dużych ciastek:

  • 100 g cukru ciemnego muscovado
  • 50 g cukru trzcinowego
  • 100 g mąki pszennej
  • 100 g płatków owsianych
  • 1 jajko
  • 1/2 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 80 g czekoladowych groszków
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • szczypta soli

 

Masło miksujemy, dodajemy do niego obydwa cukry ( zmieliłam je w młynku na cukier puder, żeby dokładniej się wymieszały ). Następnie dodajemy jajko oraz ekstrakt z wanilii. W drugiej misce mieszamy płatki owsiane, mąkę, sól, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną. Na koniec dodajemy czekoladowe groszki ( lub gdy ktoś nie ma ich w zasięgu ręki posiekaną czekoladę ). Całość miksujemy i wkładamy na kilkadziesiąt minut do lodówki - łatwiej będzie nam uformować kuleczki.

Po schłodzeniu, formujemy równe kuleczki i kładziemy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w odstępach minimum 5 cm od siebie i od brzegów blachy. Pieczemy w temperaturze 160 st. C przez około 10-15 min. Po 10 minutach dobrze jest zajrzeć do piekarnika jak ciasteczka się mają. Przekładamy na paterkę z przykrywką lub do pudełka po wystygnięciu. Smacznego!!!


piątek, 25 kwietnia 2014

Przedwczoraj dostałam smsa z biblioteki, że czeka na mnie zamówiona książka. Polejnej pozycji - nie uśmiechają mi się kolejne wydatki ( trzeba zbierać na pieluchy ;)) Postanowiłam zajrzeć do działu dziecięcego, w sumie nigdy nie zagłębiałam się za specjalnie w jego otchłanie - jakiż to był błąd. Ileż ja tam cudnych książek i książeczek znalazłam!!!! Na razie mogłam wypożyczyć tylko dwie, ale następnym razem moje grzebanie będzie na pewno bardziej owocne.


"Robale" Nicola Davies'a, okazały się hitem nie tylko jednego dnia, Potworek cały czas do nich wraca, ogląda obrazki - mało tego próbuje czytać dialogi umieszczone w chmurkach na ilustracjach... byłam tym zszokowana, pozytywnie oczywiście. A w trakcie czytanie, seria niekończących się pytań i tysiące wetkniętych w tekst paluchów, żeby pokazać niesamowitego pasożyta.Hitem okazał się tydzień z życia kleszcza, zapewne po naszych ostatnich kleszczowych przejściach - czyli robal w głowie :/

Książka traktuje właśnie o nich czyli o pasożytach, których nosicielami jesteśmy my ludzie i zwierzęta. Mimo, iż jest to książka skierowana dla dzieci, część słownictwa wydaje mi się zbyt trudna nawet dla przedszkolaka, ale to co najważniejsze, czyli w jaki sposób robale na nas lub do nas się dostają dotarło :) Fajne i zabawne ilustracje przyciągają wzrok dziecka i zachęcają do wspólnego czytania. Książka została pochłonięta niczym endopasożyt - szybko i niezauważalnie.


KONTAKT talablaska@gazeta.pl Durszlak.pl
Top Blogi
KONTAKT